Wiedeński Jarmark Bożonarodzeniowy

Jeff Koons: Balloon Venus (orange)

Jeff Koons: Balloon Venus (orange)

Nigdy nie przepadałem za przedświątecznymi targowiskami, które żerują na naszej duchowości, oferując za nią najczęściej zwykłą tandetę. Do Wiednia wybrałem się zatem  nabrać oddechu w przeciągającej się chorobie, spotkać ludzi, których w ostatnim czasie bardzo mi brakowało, poznać miasto będące natchnieniem dla bielskich architektów. Świeże, ale zimne powietrze, nie podziałało najlepiej na moja krtań, toteż z ludźmi, którzy w końcu byli na wyciągnięcie ręki, nie mogłem swobodnie rozmawiać. Łyk miasta, którym uraczyła nas przewodniczka, co najwyżej podrażnił pragnienie bliższego go poznania, a w przedstawionych monumentalnych budynkach nie udało mi się odnaleźć podobieństwa do bielskich gmachów i kamienic. Wielka niespodzianka czekała mnie natomiast w Naturhistorisches Museum. O Wenus z Willendorfu słyszałem na zajęciach z archeologii w czasach, gdy byłem jeszcze studentem historii. Teraz mogłem zobaczyć tę niezwykłą figurę paleolityczną na własne oczy. Fryzura przypominająca kopulasty ul i ciężka sylwetka o pełnych kształtach w niczym nie przypomina dzisiejszego ideału kobiecego piękna. Posążek ten, przedstawia jednak kobietę soczystą jak dojrzały owoc, podkreśla atrybuty płodności i przywołuje na myśl przedwieczny kult płodności. Rzeźba może być traktowana jako symbol tryumfu natury gotowej do ciągłego odradzania się, ale też symbol tryumfu człowieka nad naturą – człowieka, który wprawdzie posługuje się jeszcze narzędziami kamiennymi i zamieszkuje jaskinie, ale już zaczyna tworzyć przedmioty ozdobne czy też przedmioty kultu. Jego wyobraźnia potrzebuje czegoś więcej, niż tylko starań o zaspokojenie potrzeb fizjologicznych i przetrwanie gatunku. Od czasu powstania tej pierwszej Wenus sztuka będzie wciąż się rozwijała i przeobrażała, by dojść na obecnym etapie do takiego dzieła jak „Baloon Venus” mistrza kampu Jeffa Koonsa, które zdobi westybul muzeum i niewątpliwie nawiązuje do wspomnianego posążka z czasów kultury oryniackiej.

Przed wejściem do muzeum na Maria-Theresien-Platz czekała na nas jedna z licznych wiedeńskich wiosek świątecznych, która w czasie naszego dwugodzinnego oglądania bogatej ekspozycji, zdążyła zanurzyć się w mroku grudniowego wieczoru. Nie była jednak naszym celem, więc udaliśmy się na Rathausplatz, gdzie odbywa się największy w

Kram w świątecznej wiosce

Kram w świątecznej wiosce

stolicy Austrii jarmark bożonarodzeniowy, rozłożony między pięknym, neogotyckim ratuszem a rozbłyskającym o tej porze roku kolorowymi światełkami skwerem. Już samo wejście do tej liczącej 160 kramów wioski przez świetlisty portal zapowiadało wkroczenie do innego świata, jakby do jakiejś wizji dziewczynki z zapałkami z baśni Andersena. Na placu przed ratuszem rozciągało się królestwo świątecznych ozdób, zabawek, smakołyków, pełne ciepłych barw i zapachów pieczonych kasztanów, wina i przypraw korzennych.  Właśnie w tym magicznym miejscu, pijąc rozgrzewający kinder poncz, obudziłem w sobie dziecko i dostrzegłem czar bożonarodzeniowego jarmarku, do którego tak niechętnie byłem na początku nastawiony. Wtedy też odkryłem podobieństwo naszego miasta do Wiednia. Ten sam czar, możemy odnaleźć teraz na naszych ulicach, placach, w sercach mieszkańców gotujących się w okresie adwentu do świętowania pamiątki Bożego Narodzenia.

One response

  1. Piękna wycieczka w poszukiwaniu świątecznego nastroju, jest nam to chyba bardziej potrzebne niż godziny spędzane w kuchni nad celebrowaniem stu tysięcy potraw…
    Ja wprawdzie bliżej, bo do Poznania wybrałam się, ale też znalazłam nieco urokliwych zakątków i spędziłam miłe chwile rodzinnie. na rynku poznańskim mały jarmark świąteczny, różne niespodzianki, nowe smaki i wspólne zdjęcia.
    Pozdrawiam Tomku świątecznie :-)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *