Podróże kształcą

Grzegorz Turanu i Dorota Miśkiewicz Fot. R. Masłow

Grzegorz Turanu i Dorota Miśkiewicz
Fot. R. Masłow

Najbardziej fascynującą podróżą jest ta, która pozwala lepiej zrozumieć nas samych. I wcale nie musi to być wycieczka na drugą półkulę, na nieznane lądy, do tętniących egzotyką krajów. Także wokół nas jest wiele do odkrycia: w drodze do szkoły czy pracy, podczas codziennego, najbardziej zdawałoby się banalnego spaceru. Przekonuje mnie o tym czternasta już w karierze Grzegorza Turnaua płyta solowa – „7 widoków w drodze do Krakowa”. To głównie z tego albumu pochodził repertuar wczorajszego występu Turnaua w Klubie Klimat. Muzyk zabrał nas ze sobą w melancholijną, poetycką podróż w okolice rodzinnego miasta. Płyta powstała z inspiracji odkrytymi w dziewiętnastowiecznej kamienicy freskami, które spod warstwy farby wydobył i przywrócił światu przyjaciel artysty, Mariusz Pędziałek, współtworzący klimat wczorajszego wieczoru, grając na oboju. Magii koncertowi dodał delikatny głos świetnej wokalistki jazzowej, Doroty Miśkiewicz, która nie po raz pierwszy współpracuje z Turnauem. Wśród miejsc odwiedzonych przez muzyków w drodze do Krakowa znalazły się: tchnące duchem epoki ruiny tenczyńskiego zamku, ponury wąwóz w Czernej z tajemniczymi wędrowcami, zamknięty w jednej CHWILI klasztor tyniecki, rozjechany weselnikami most w Krzeszowicach, Korzkiew z zamordowaną przez męża aptekarzową w tle, Grodzisko przypominające, że „sen jest obrazem chłodnej śmierci” i maczuga w Ojcowie, będąca symbolem długiej sztuki podczas krótkiego życia. Pomiędzy tymi widokami znalazł się obrazek, który każdy z nas może mijać codziennie: „dom stary, opuszczony, gdzieś na skraju drogi”. W tle zmieniających się jak w kalejdoskopie widoków znajduje się umykający CZAS, a na końcu tej podróży – odwieczna prawda horacjańska CARPE DIEM. Pomiędzy tym anegdotki, żarty i wspomnienia artysty. Jedno z nich dotyczyło fortepianu, który w latach 70. ubiegłego wieku trafił do rodziny Turnau. Wyprodukowany był w Wiedniu w 1919 r., niewątpliwie na zamówienie jakiegoś umuzykalnionego bielszczanina, o czym świadczy stylowy napis na instrumencie – Bielitz.
Pozostając pod urokiem płyty Turnaua, zachęcam wszystkich, by już teraz przyjęli jego zaproszenie i dali się ponieść muzyce w niezwykłą podróż – w głąb niezachwianych prawd, w głąb własnego JA.

HORACY

Do Leukonoe
(przekład Zygmunta Kubiaka)

Nie pytaj, nigdy nie poznasz,
jaki dla mnie, jaki dla ciebie kres
przeznaczyli bogowie.
Babilońskich nie szukaj wróżb.

O! Leukonoe! O! Leukonoe!

Czy więcej zim da nam Jowisz,
czy to dla nas ostatnia już
ostrymi skałami wybrzeża
rozbija tyrreńskie fale?

Dzień każdy zrywaj jak owoc,
Nie czekaj, nie czekaj jutra!
O! Leukonoe! O! Leukonoe!

Krótką miarą powściągnij nadzieję,
sącz wino w puchary
i pomyśl: gdy tak mówimy,
ucieka zazdrosny czas!

Dzień każdy zrywaj jak owoc,
Nie czekaj, nie czekaj,
Nie czekaj, nie czekaj jutra!
O! Leukonoe…

2 responses

  1. Zaproszenie przyjęte :-) Do Twoich rozważań Tomku dodam jeszcze, że także w moim mieście Turnau ma swój kawałek ojczyzny, bo co roku bywa tu na koncertach, tutaj przyjeżdżał jako dziecko do dziadków na wakacje, a w parku solankowym zasadził swój dąb i ma tablicę pamiątkową. Na swoje koncerty, które zawsze w parku pod tężnią się odbywają zaprasza innych wykonawców: Miśkiewicz, Wodeckiego, Kukulską itd.
    Pozdrawiam :-)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *