Narodziny reportera

MariuszSzczygiel_2008_1

Mariusz Szczygieł

Patrzył na rówieśników z okien mieszkania, z którego niechętnie wypuszczała go nadopiekuńcza matka, jakby obawiając się, by jej ukochany jedynak nie przesiąkł podwórkowymi manierami. A on patrzył i patrzył, w swej samotności wyostrzając umiejętność obserwacji. Marzył, by nauczyć się spoglądać na wszystko „od podszewki” – tak, jak robił to jego ulubiony reporter, Wiesław Górnicki, którego książka „Od fiordu do atolu” rozbudzała wyobraźnię jedenastolatka. A czytać lubił, gdyż autorzy książek byli mądrzejsi od niego. Kiedy dorósł, sam związał się z pisarstwem, wybierając życie reportera, które najbardziej odpowiadało jego charakterowi. O Mariuszu Szczygle wiele się mówi i pisze jako o czołowym polskim reporterze, autorze tak poczytnych książek, jak „Niedziela, która zdarzyła się w środę”, „Gottland”, „Zrób sobie raj”, redaktorze monumentalnej, trzytomowej antologii polskiego reportażu i współtwórcy Instytutu Reportażu. Ja chciałbym się skupić na Mariuszu Szczygle jako na tej osobie, która sama czyta i do czytania zachęca.
Już jako autor tłumaczonych na wiele języków książek miał się przekonać, że ich lektura wzbudza nieraz zupełnie przeciwne uczucia. Przykładem niech będzie rozdział z książki „Gottland” poświęcony twórcy znanej marki obuwniczej Bata. Jedni odczytali ten tekst jako godny pomnik wystawiony dobrodziejowi społeczeństwa czechosłowackiego, drudzy – przeciwnie – upatrują się w nim ironii względem przedsiębiorcy, którego porównać można do Wielkiego Brata z „Roku 1984” Georga Orwella, bo każdy z nas jest inny, ma inne oczekiwania, inny bagaż doświadczeń, co niewątpliwie wpływa na odbiór dzieła literackiego, jak widać nie tylko wieloznacznej poezji, ale również unikającego komentarza i oceny reportażu. Właśnie ta „inność” pociąga Mariusza Szczygła najbardziej. On sam zawsze był inny. Gdy jego koledzy kopali piłkę, on oddawał się lekturze książek, co stało się zaczątkiem jego sukcesu. Któregoś dnia odwiedził go pewien młodzieniec. Zobaczywszy bogaty księgozbiór reportera, dał się namówić na czytanie. Trochę późno, bo maturę z języka polskiego zdał „na opracowaniach”. Na początek coś z klasyki literatury czeskiej – „Śmierć pięknych saren” Oty Pavla. I ta książka spowodowała, że chłopak zaczął czytać. Półtora roku późnej miał na swej liście książek przeczytanych 12 pozycji… z zakresu handlu bezpośredniego i wywierania wpływu na klienta. Nie o to z pewnością autorowi „Gottlandu” chodziło, ale może już za późno, bo czym skorupka za młodu nasiąknie… Mariusz Szczygieł nasiąknął dobrą literaturą, a Wy?

Tekst został oparty na wypowiedziach Mariusza Szczygła podczas spotkania z mieszkańcami Bielska-Białej w Książnicy Beskidzkiej w dn. 24.11.2015 r. i wstępie do reportażu Wiesława Górnickiego (100/XX. Antologia polskiego reportażu XX wieku, t. 1. Pod red. M. Szczygła. Wołowiec 2014).

One response

  1. Mariusza Szczygła pamiętam jeszcze z programów Tv, podobał mi się jego sposób przedstawiania tematu, styl rozmów z gości programu i piękna polszczyzna. Ale Ty Tomku też potrafisz zaciekawić czytelnika i gdybym nie znała polecanego autora, sięgnęłabym po któryś z reportaży. Pozdrawiam:-)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *